Autor: Marek Wawrzonek

WIELKIE BŁĘDY I MAŁE POMYŁKI ALIANTÓW

W tym artykule chcę zająć się historią mniejszych i większych błędów dowództwa Aliantów, czyli Wlk. Brytanii  i USA. Niektóre są dobrze znane, inne, jak sądzę, trochę mniej i dlatego mam nadzieję, że zaciekawią nawet dobrze znającego zagadnienie czytelnika.
Na początek chcę jednak przypomnieć o b. istotnym fakcie, który często umyka naszej uwadze, mianowicie niezwykłej szybkości i dynamice wydarzeń dziejących się w czasie II wojny. wystarczy przypomnieć, iż dla USA cała wojna z Niemcami trwała 3,5 roku, a z Japonią parę miesięcy dłużej.
Dowództwo było wprost przywalone masą samych ważnych decyzji i problemów, wszystkich "na wczoraj", nic więc dziwnego, że w tym pośpiechu i stresie popełniano tyle błędów, natomiast tym ludziom należy się bezwzględny podziw za niesamowitą pracę, która wykonano dla rozbudowy armii prawie od zera i pokonania groźnych, znacznie lepiej przygotowanych do wojny wrogów.
Analizowane błędy można z grubsza podzielić na dwie kategorie; sprzęt, w tym broń oraz taktyczno-operacyjne.

I. BROŃ PANCERNA

Zaczynam od zagadnienia dość nietypowego, ponieważ wbrew pozorom, odpowiedź wcale nie jest taka prosta. Dlaczego w czołgach nie zastosowano dział p.panc, tylko zwykłe "polowe"?
W dowództwach obu armii toczyły się zacięte spory, który rodzaj uzbrojenia jest lepszy, jak wiadomo wygrała koncepcja, iż czołgi mają za główne zadanie torowanie drogi piechocie, natomiast zwalczaniem czołgów przeciwnika zajmą się "niszczyciele czołgów" oraz lotnictwo, głównie myśliwskie. Pewien sens w tym był, ponieważ z badań statystycznych wiadomo, że ok. 70 % strzałów czołgi oddawały do innych celów, niż pojazdy opancerzone, natomiast pociski armaty p-panc. „siedemnastofuntówki” o kalibrze 76,2 mm miały słabą siłę burzącą. Spowodowane to było koniecznością budowy pocisków z grubymi ściankami, wytrzymującymi ogromną prędkość początkową pocisku w lufie działa, dlatego zawierał on mało środka wybuchowego . Konstruktorzy znaleźli później proste rozwiązanie, po prostu znacznie zwiększyli kaliber dział czołgowych, czyli również wagę pocisków (obecnie standardem są kalibry 120-125 mm). Niemniej efektem  użycia słabych dział na słabo opancerzonych czołgach były ogromne straty i wielkie kłopoty przy próbach zdobycia przewagi w bitwach pancernych na zachodnim froncie.


Silnik benzynowy

Jednym z najważniejszych błędów decydentów w obu armiach było zlekceważenie konieczności posiadania typoszeregu silników wysokoprężnych o zmiennej ilości jednakowych cylindrów, co umożliwiło by ich zastosowanie dla różnych pojazdów, w tym czołgów. Taki silnik oprócz innych zalet ma tę ogromną, iż po trafieniu rzadko się pali w przeciwieństwie do benzynowych. Anglicy nie mając „diesla” doszli do takiej abberacji, że w swoim Cromwellu zastosowali połówkę lotniczego Rolls-Royce’a na superpalnej lotniczej benzynie!
Jednym z argumentów przeciw użyciu siników na olej napędowy był bardziej skomplikowany system zaopatrzenia w dwa rodzaje paliw. Ten oraz inne dalej podane przykłady skłaniają mnie do wniosku, że faktycznymi dowódcami u aliantów byli magazynierzy! Mając niepalny silnik inżynierowie mogli go zastosować na przodzie pojazdu, co dawało dużą przestrzeń z tyłu, łatwą do wykorzystania w szeregu zastosowań, np. w działach samobieżnych, zamiast wciskać kolanem haubicę 105 mm do Shermana, można ją było zainstalować wygodnie z tyłu z dużym zapasem amunicji, także angielskie działa 87 i 114 mm, a nawet po przedłużeniu kadłuba 155 mm „Long Tom”; w niszczycielach czołgów, było dość miejsca na angielską „17” , a nawet ciężkie jak amerykańską 90 mm lub angielskie działo pplot. 94 mm; w-wozach opancerzonych dla saperów, ciężkie miotacze płomieni, dostawcze i holowniki dla czołgów


Niszczyciele czołgów

Przyjęta koncepcja okazała się zupełnie błędna, zastosowano lekkie, słabo opancerzone pojazdy z działami używanymi w Shermanach, czyli kiepsko przebijających pancerz niemieckich czołgów. Ich jedyną zaletą była duża szybkość oraz niska cena. Dlaczego chociaż im nie zainstalowano doskonałych „17” angielskich, nie rozumiem, być może dla intendentury mniejsza liczba typów dział i pocisków była ważniejsza od życia żołnierzy. Prawie do końca wojny nie było tez większych ilości cięższych maszyn, uzbrojonych w działa ppanc 90 mm, a w ogóle nie zastosowano dział p-lot 94 mm, lepszych od niemieckich 88 mm.


Działa przeciwlotnicze

Dla mnie jedną z większych zagadek wojny, której zupełnie nie umiem zrozumieć, czym właściwie można wytłumaczyć uporczywą niechęć dowództwa Aliantów do wykorzystywania własnych doskonałych dział plot do zwalczania niemieckiej broni pancernej na wzór sławnych "88". Przecież już w 41 r. Rommel w Afryce spuścił straszne baty angielskiej 7 Dyw. Panc. mistrzowsko wykorzystując klasyczne pelotki 88, później także na wschodnim froncie były stosowane masowo z doskonałymi rezultatami.
Anglicy są znani z twardej głowy i konserwatyzmu, dlatego jakoś można pojąć ich niechęć do własnej armaty plot 94 mm, ale dlaczego Amerykanie nie użyli własnej 90 mm, równie dobrej , co niemiecka 88, mieli przecież masę przykładów ich skuteczności. Można tylko sobie wyobrazić, jak by wyglądały bitwy w Normandii, gdyby słabe alianckie czołgi były wspierane dużą liczbą ciężkich dział p-lot na samobieżnych podwoziach, oczywiście większych od czołgowych, bo na nich nie było prawie miejsca. W każdym razie na pewno Anglicy nie dreptali by 6 tygodni przed Caen!


Niech nam żyją magazynierzy!

Jest sprawą oczywistą, że zaplecze armii pełni równie ważną rolę, co wojska liniowe, niemniej u Aliantów racje (umownie nazwanych) magazynierów często przeważały nad zdrowym rozsądkiem i interesami walczących żołnierzy.
Wspomniałem już o odrzuceniu diesli dla uproszczenia dostaw paliw, także odrzuceniu dział dużych kalibrów do wyposażenia wozów pancernych. Ta pozornie dziwna polityka miała dwie ważne przyczyny, jedną była chęć wygodnego życia intendentów, bo po co komplikować ilość asortymentów amunicji, a druga była jeszcze ciekawsza. Otóż, gdy w latach 40-41 zaczęto konstruować prototypy czołgów i innych wozów pancernych, natknięto się na poważny problem; istniejące mosty pontonowe były b. wąskie, a przecież one warunkowały możliwą szerokość wozów. Chociaż tych mostów, szczególnie w USA nie było zbyt dużo, magazynierom zrobiło się żal "dobra" i zmusili inżynierów do budowy wąskich, wysokich maszyn, z założenia kiepskich do dalszego rozwoju choćby z braku miejsca na większe działa, a także mocniejszy pancerz, bo na wąskim czołgu nie dało się go założyć bez przeciążenia układu pędnego. Jeśli do tego dodać słaby silnik i działo, tylko masowa produkcja uratowała alianckie siły pancerne. Co przy tym jednak zginęło i zostało rannych bez potrzeby alianckich pancerniaków, aż strach liczyć!


II. LOTNICTWO

Trzeba przyznać, iż waleczni przywódcy alianckiego lotnictwa postanowili nie dać się wyprzedzić pancerniakom w ilości błędów lub czystych głupot, także obie nacje dzielnie rywalizowały ze sobą, osobiście jednak przyznaję nieznaczne zwycięstwo Anglikom.


Spitfire

Na pewno wygląda to dziwnie, gdy jeden z najpiękniejszych i najsławniejszych myśliwców uznaję za pomyłkę, jednak trzeba zadać podstawowe pytanie, jakie cele w jakim okresie wojny miały wypełniać alianckie myśliwce i jaka była przydatność poszczególnych maszyn do tych zadań. Spitfire był klasycznym myśliwcem przewagi powietrznej i na początku wojny doskonale się w tej roli spisywał w walce z przeważającą Luftwaffe. Jednak od 42 r. zadania RAF-u zmieniły się całkowicie na ofensywne i podstawowym celem myśliwców była eskorta bombowców. Wszystkie jednak angielskie myśliwce miały mały zasięg i dlatego przydatność Spitfire’a gwałtownie zmalała. Doskonale to widać sprawdzając wyniki polskich dywizjonów, które od 42 r. osiągają coraz mniej zestrzałów, ponieważ lotnictwo niemieckie unikało spotkań, a do obszarów jego operacji było za daleko. Jest to tez jeden z podstawowych powodów, dla którego bombowce angielskie wyspecjalizowały się w nocnych lotach, skoro w dzień nie miał ich kto ochraniać!
Jeśli do tego dodać coraz słabsze względne osiągi słynnej MK.9 w latach 44-45, nic dziwnego, że więcej wtedy wykonywano lotów szturmowych, niż klasycznie myśliwskich, choć szturmowcem Spitfire też był kiepskim, ale o tym potem. W gruncie rzeczy w 44, a szczególnie 45 r. setki, jeśli nie tysiące Spitfire’ów zbudowano zupełnie niepotrzebnie, marnując tak potrzebne materiały dla innych, bardziej skutecznych samolotów!


Karabiny maszynowe

Zaciekły opór RAF-u przed unowocześnieniem broni pokładowej można porównać tylko z odmową użycia dział p-lot do walki z czołgami npla. Aż do końca wojny z uporem maniaka Anglicy uzbrajali swe bombowce i myśliwce w zwykłe km kal. 7,7 mm, mimo , że najpóźniej w 41 r. było dla wszystkich jasne, że ten kaliber jest nieskuteczny i inne lotnictwa przeszły na nkm kal. 12,7 mm, 15 mm a także działka 20,30 i 37 mm.
Oczywiście bombowce uzbrojone tylko w takie "sikawki" były w dzień zupełnie bezradne i musiały latać w nocy, ale nawet to nie przebiło pancernych łbów angielskich dowódców. Dodam tu, że i Spitfire nawet w 45 r. miał oprócz 2 działek 4 takie zupełnie nieskuteczne km.


Lancaster

Z jednej strony jeden z najlepszych bombowców nocnych był również przykładem oślego uporu i głupoty kompetentnych dowództw. W czasie nocnych nalotów niemieckie myśliwce szybko nauczyły się atakować Lancastery od bezbronnego brzucha, tym bardziej, że płomienie wylotowe silników lepiej było widać na tle nieba. Później wyposażyli nawet myśliwce w tak zwaną "nocną muzykę", czyli działka wbudowane za kabiną pilotów skierowane po kątem 60 stopni w górę, co umożliwiało podlecenie od dołu i ostrzelanie bombowca przez dłuższy czas w locie równoległym. Efektem były masowe zestrzały i ogromne straty Bomber Comand. Mimo to, nie wyposażono nigdy Lancastera w stanowisko dolnego strzelca, choć latające Fortece miały nawet 2 takie, nie uzbrojono go także w bardziej skuteczne nkm.


Szturmowce

W trakcie walk na zachodnim froncie Alianci masowo używali myśliwców do atakowania celów naziemnych, brało w tym udział nawet tysiące maszyn dziennie. Mimo to, praktycznie żadna aliancka maszyna nie została zaprojektowana jako klasyczny szturmowiec, a cały czas walczyły samoloty z pośpiesznie zaimprowizowanym uzbrojeniem i wyposażeniem.
Na szczęście zdążono zbudować i zastosować lotnicze rakiety niekierowane z głowicą kumulatywną, wystarczającą na każdy niemiecki czołg. Podwieszono je po 8 szt. pod skrzydła myśliwców i to rozwiązało sytuację. Była to jednak wielka improwizacja, zamiast mądrego planowania.

Pokrótce opiszę możliwy wówczas do zbudowania szturmowiec:

A. Odmiana- bazująca na amerykańskim Thunderbolcie. Wystarczyło dół maszyny wraz osłoną zbiorników w skrzydłach zbudować z blachy pancernej 15 mm ( jak rosyjski Ił-2), przedłużyć kadłub o 1 m, dobudować za kabiną pilota stanowisko strzelca ogonowego oraz uzbroić go w 2 działka kal. 30-37 mm zabudowane z tyłu maszyny , uzyskując długie lufy, znakomicie zwiększające prędkość początkową pocisków p-panc. Konieczność strzelania przez śmigło nie stanowiła problemu już w I w. św. Oczywiście samolot byłby cięższy i wolniejszy, o mniejszym zasięgu, ale w akcjach szturmowych na zapleczu frontu nie miałoby to znaczenia.

B. Odmiana- generalna przebudowa angielskiego Typhoona lub  amerykańskiego Lightninga na wzór poprzedniej odmiany. Samoloty te różniły się od Thunderbolta zastosowaniem silników rzędowych, znacznie bardziej wrażliwych na uszkodzenia od gwiazdowego, dlatego właśnie u nich pancerna blacha była jeszcze ważniejsza.

Natomiast przebudowa lekkich myśliwców typu Spitfira lub Mustanga nie miała sensu, również używanie ich jako szturmowców było niecelowe idoprowadziło do wielkich strat.


Mustang a duma narodowa

Historia Mustanga jest dość dobrze znana, stanowi jednak dobry przykład silnej niechęci do korzystania z osiągnięć drugiego państwa dla rozwoju własnych maszyn.

Mustang został zbudowany już w 41 r. ale mając silnik Allison nie zachwycał, dopiero zastosowanie licencyjnego Rolls-Royce’a uczyniło go czołowym myśliwcem II w. św. Kosztowało to jednak 2 lata ciężkich bojów administracyjnych i ambicjonalnych, o rok za długo, przez co zginęły tysiące członków załóg Latających fortec w 1943 r. gdy musiały latać bez eskorty. Faktem jest jednak, że mimo, iż Amerykanie korzystali z konstrukcji angielskich rzadko i niechętnie, o tyle Anglicy faktycznie w ogóle nie uwzględniali amerykańskich rozwiązań w swoich maszynach, nie tylko samolotach, ale i lądowych oraz okrętach. Oczywiście masowo używali sprzętu amerykańskiego, sprowadzanego przez ocean, natomiast strzegli własnych rozwiązań przed "obcym" wpływem.


III OKRĘTY

Trzeba przyznać, że dzielni marynarze popełnili znacznie mniej rażących błędów w budowie i konstrukcji broni od swoich lądowych kolegów. Od 43 r. przewaga w jakości uzbrojenia powiększała się z każdym miesiącem zarówno na Atlantyku , jak i na Pacyfiku.
Właściwie znamy jeden naprawdę skandaliczny przypadek, zresztą szeroko omówiony w morskiej literaturze, była to fatalna jakość zapalników magnetycznych w amerykańskich torpedach, wzorowanych zresztą na niemieckich i "heroiczna" walka Dowództwa Broni Torpedowych o zwalenie winy na używających je marynarzy. To akurat jest zresztą zrozumiałe, podobne zachowania są powszechne, dlatego cała wina leży po stronie amerykańskich admirałów, którzy nie potrafili rozwiązać tej afery przez półtora roku!
Jest to tym gorsze, że mieli do dyspozycji b. dobrej jakości kontaktowy zapalnik angielski, no ale to nie był honor brać od obcych, jak zwykle ambicja wygrała ze zdrowym rozsądkiem.
Mniej natomiast jest znany identyczny przypadek we flocie niemieckiej. W początkach 40 r. zapalniki magnetyczne zawodziły w kilkudziesięciu procentach strzałów, kontaktowe też nie były niezawodne. Oczywiście specjaliści od torped także zwalili winę na użytkowników, natomiast zupełnie inna była reakcja Doenitza. Zlecił przeprowadzenie śledztwa cywilnym, obiektywnym specjalistom, a następnie rozkazał zmianę konstrukcji zapalników. Całość zajęła jeden miesiąc, choć dopracowanie nowych zapalników potrwało jeszcze trochę. Efektem były niezawodne zapalniki i ogromne sukcesy U-botów w następnych latach.
Ciekawym przykładem oślego uporu odpornego na wszelkie argumenty był przypadek samego prezydenta Roosevelta, który ukochał małe ścigacze okrętów podwodnych i długie miesiące nie chciał przyjąć do wiadomości, że zupełnie nie nadają się do dalekomorskich rejsów w obronie konwojów. Stracono masę czasu, materiałów i zatopionych statków, nim wybito mu z głowy tę spóźnioną miłość i Marynarka rozwinęła program budowy eskortowców wzorowanych na angielskich korwetach i fregatach.
Sądzę, że dobrym wytłumaczeniem większej kompetencji admirałów i konstruktorów jest znacznie bardziej rozwinięta tradycja i ogromne doświadczenie nabyte przez obie floty w ciągu wieków rozwoju. Także programy rozbudowy floty były wdrażane przez wiele lat już przed wojną i nie miały cech rozpaczliwej improwizacji , często prowadzonej zupełnie w ciemno, jak to było w wojskach lądowych.